Kategorie: Wszystkie | Foto | lańgłydż | scenki | występują...
RSS
sobota, 29 maja 2010
podsumowanie

Londyn.nie.dla.mnie.
Wolę.Włochy.
Ciao.

11:51, segritta
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 maja 2010
Historia Franka

Wracam rano z bułkami do domu, Tekla jeszcze śpi. Z drugiej strony ulicy słyszę wołanie.

- Seg!

Odwracam się, a tam Lucek siedzi w samochodzie z kumplem i palą papierosy.

- Heja! Co tu robicie?
- A siedzimy i palimy.
- No tak. Widzę. Wchodzicie?
- Jak spalimy to wejdziemy.
- OK.

Tekla leży w łóżku i otwiera jedno oko. Jęczy, gdy informuję ją, że Lucek siedzi w aucie na zewnątrz. W końcu wstaje. Zdążyła wziąć prysznic, ubrać się i zjeść śniadanie, zanim Lucek i Franek wreszcie zapukali do drzwi. Nie wiem, co oni tyle w tym samochodzie robili...

Godzinę później siedzimy przy kawie, kombinujemy z Luckowym ubezpieczeniem samochodu i nagle Franek mówi, że chyba pójdzie siedzieć.

- Jak to?..
- A no tak. Za znęcanie się nad rodziną.
- Dlaczego? Ale jak to?

- Ano prosto - Odpowiada Franek. - Kiedyś siedzimy z teściami u mnie w domu i palimy papierosy. Zwykle w domu nie palę, ale z teściami czasem zapalę. No i mały mój nagle zaczyna wariować, wchodzi na kanapę i zwala się mi na kolana, potrącając rękę z papierosem. Oparzył się. Mówi "tata, przypaliłeś mnie". To wzieliśmy wodę utlenioną, polaliśmy, potem plasterek i tyle. Następnego dnia był z tym plasterkiem na ręku w szkole, ale w którymś momencie musiał zgubic i nauczycielka zauważyła. I pyta się go, co się stało. Na co on, że "tata mnie przypalił papierosem". No to pierwsze co nauczycielka zrobiła to telefon na policję. Zgarnęli mnie i przesłuchują. Czy byłem karany. No to mówię, że nie. Na co babka mówi, że ma inne informacje. Jakie? - pytam. Ano takie, że był pan zgarnięty za handel narkotykami i bronią. Robię wielkie oczy, bo no kurna pijany bywałem, ale nie pamiętam, żebym kiedykolwiek handlował bronią i narkotykami. I pytam - kiedy? Sześć lat temu. Ale jak to - odpowiadam - skoro ja tu przyjechałem 5 lat temu. A ona, że to na pewno ja, bo mają zdjęcie i odciski palców. I już mnie ciąga, żebym oddał odciski palców. No to oddaję. I ona mówi, ze się zgadzają. Pytam, ile mieli tych odcisków palców. Wszystkie? Tak. Dziesięć? Tak. No to trochę dziwne, bo ja nie mam jednego palca. I straciłem go 10 lat temu. Ale ona dalej w zaparte, że to na pewno ja i żebym się przyznał, to wszystko będzie dobrze. Gadam potem z prawnikiem, a on mi mówi, że mają zdjęcie tego kolesia od narkotyków i broni, ale on czarny jest. Murzyn no. A ja biały. I że próbują mnie wrobić. Żonę też przesłuchiwali. I mówią jej "pani sie przyzna, że ona panią bije". "Ale jak to, skoro on mnie nie bije?". "Niech pani się przyzna, będzie lepiej dla pani, niech pani pokaże siniaki". "Ale ja nie mam, on mnie nie bije, to dlaczego mam kłamać?".  I tak się ciągnie wszystko 3 miesiące już. I pewnie pójdę siedzieć. Piwka jeszcze się napijecie? - pointuje historię i spokojnie bierze łyk piwa.

sobota, 01 maja 2010
Londyn z okna autobusu cz. 2

19:09, segritta , Foto
Link Komentarze (5) »
piątek, 30 kwietnia 2010
Randka w ciemno

Kilka dni temu poznałam fajnego Włocha na mieście. Nie.. nie Luigi. Inaczej miał na imię. Umówiliśmy się na jakieś wspólne wyjście do klubu w piątek, czyli dziś. Miał zadzwonić i faktycznie, jakiś numer się do mnie dobijał rano w pracy. Zadzwonił jeszcze raz, gdy wyszłam. Tym razem zdążyłam odebrać. Upewniłam się, że to on dzwonił wcześniej, ucieszyłam się, że nie zgubił numeru. Fajnie.

Umówiłam się na sobotę, czyli na jutro.

OK. Jadę autobusem, znowu dzwoni telefon. Jakiś nieznany numer. Odbieram. A to Włoch.

Cześć, co słychać. Niestety nie mogę dziś się z Tobą spotkać, bo wylatuję do Chin, ale w przyszłym tygodniu bardzo chętnie i dzwonię tak, żebyś wiedziała, że pamiętam i już nie mogę się doczekać.

OK. Tylko teraz z kim ja się umówiłam na jutro???

19:25, segritta
Link Komentarze (9) »
czwartek, 29 kwietnia 2010
Miłość w Londynie c.d.

Kurier Czesiek nie ustępuje. Wczoraj zadzwonił znów do studia ale tym razem nie byłam już taka grzeczna. Powiedziałam, że nie życzę sobie, żeby dzwonił do mnie do pracy i że jeśli będę miała ochotę na spotkanie, to sama się do niego odezwę. Dziękuję. Pa. 

A dziś rano, zamiast iść od razu do pracy, skoczyłam do pobliskiej piekarni po croissanty do kawy. Wracam, wchodzę do środka, a na biurku stoją kwiaty i koperta. Koperta z nadrukowanym tekstem: "After your operation...Take care, relax and have a speedy recovery". 

Tekla sugeruje, że miał to dostaczyć komuś do szpitala. 

Myślicie, że to groźba...? ;)

12:24, segritta
Link Komentarze (1) »
sobota, 24 kwietnia 2010
Wiosna w Londynie

Fajny ten kwiecień na przedmieściach... :)

 

20:28, segritta , Foto
Link Komentarze (8) »
czwartek, 22 kwietnia 2010
Miłość w Londynie.

Ruszyło mi się w życiu miłosnym, nie ma co... Pewnie niedługo wyjdę za mąż i urodzę gromadkę dzieci.

Historia miłosna nr 1 - Czesiek.

Zaczęło się jakieśdwa tygodnie temu, gdy zapukał nam do pracy kurier z przesyłką. Otworzyłam drzwi.
- Wolna? - spytał zakaskowany motocyklista z paczką w ręku.
- Yyyy...
- No czy wolna jesteś?
- No.. yyy.. tak.
- Fajnie. Daj numer.
- Yyyy...

W końcu wmanewrowałam go w danie mi jego numeru telefonu i powiedziałam, że zadzwonię.
- Obiecujesz?
- Nie.

Zamknęłam drzwi i wróciłam do pracy. Gdy opowiedziałam Tekli, co się stało, spytała, czy fajny ten facet. Powiedziałam, że nie wiem, bo był w kasku. Następnego dnia dość długo czekaliśmy na zamówionego kuriera i w końcu okazało się, czemu. Mój adorator chyba bił się o zlecenie, gdy usłyszał nasz adres w dyspozytorni. Od tamtej pory prawie za każdym razem to on  do nas przyjeżdża. I za kazdym razem pyta, kiedy zadzwonię, dostając wciąż tę samą odpowiedź: "nie wiem". Raz nawet zadzwonił do studia, czym mnie niebywale wkurzył. Powiedziałam, że jestem zajęta i nie mogę rozmawiać.
- Czyli już nie jesteś wolna?
Chyba zadzwonię, że nie zadzwonię.

Historia miłosna nr 2 - Luigi

Stał przed stacją metra i szukał zapalniczki w kieszeniach kurtki. W końcu się zlitowałam i pozyczyłam swoją. Uśmiechnął się, podziękował a ja poszłam dalej. Pół godziny później spotykam go przed jakimś sklepem.

- Hej. Jak masz na imię?
- Seg
- Luigi. Pracuję w restauracji włoskiej. Jestem kucharzem. Chcesz wpaść na obiad?
- O. Fajnie. Może kiedyś wpadnę.

Dwa dni później znów go spotykam na ulicy.
- I co? Zobaczę Cię?
- Nie wiem. Teraz mam dużo pracy i mało czasu. Ale jak będę szukać restauracji do wyjścia ze znajomymi, to pójdziemy do Twojej.
- A potem?
- A potem co?
- A potem my?
- My co?
- My się zobaczymy?
- No mówię przecież.
- Ale że sami? My? Potem? Zostaniesz?
- Że randka niby?
- No.
- Nie.
- Aha.
- No.

Historia miłosna nr 3 (moja ulubiona)

Idę z zakupami do domu. Przy chodniku zaparkowany busik z sześcioma Polakami w roboczych ciuchach. Przerywają rozmowę na czas, kiedy przechodzę. Taksują wzrokiem. W końcu, gdy jestem jakieś 10 metrów za nimi, słyszę westchnienie:

- Ale bym ją kochał.
- No....

21:27, segritta , scenki
Link Komentarze (11) »
środa, 21 kwietnia 2010
Gorąca kotka

Pod koniec maja planujemy z Teklą wycieczkę do Włoch. Na prawie dwa tygodnie więc Puta będzie potrzebowała kogoś, kto ją nakarmi, sprzątnie jej kuwetę i pogada ludzkim głosem. Lucek? 

Wpadł w sprawie tłumaczenia kolejnej prawniczej paplaniny. Siedzi na kanapie i popija piwko. 

TEKLA: Ale dasz sobie radę z Putą? 

LUCEK: A co tam jest do dawania... 

TEKLA (do mnie): a właśnie, Seg, trzeba jej będzie dać tabletkę. 

LUCEK: Jaką tabletkę? 

TEKLA: Antykoncepcyjną. 

LUCEK (wielce oburzony): No przecież... Ale.. Przecież ja tam nic nie będę z nią robił!

12:45, segritta , scenki
Link Komentarze (6) »
wtorek, 20 kwietnia 2010
Mała stacyjka metra na zadupiu.

Kolega zgubił w metrze kurtkę. Był wcześniej na zakupach, kupił nowy płaszcz, więc stary schował do plastikowej torby. Wracając, omal nie przegapił swojego przystanku. Wybiegł w ostatniej sekundzie z pociągu i dopiero na schodach zorientował się, że kurtka w torbie została na siedzeniu obok. 

Wieczorem pojechaliśmy po zgubę. Odnalazła się na drugim końcu linii, więc godzinę spędziliśmy w metrze, grając w szachy. W końcu dojechaliśmy. Takie zadupie, że chyba nawet w godzinach szczytu niewiele osób tam wysiada. Stacyjka była mała, bez trudu znaleźliśmy pokoik obsługi, gdzie starszy pan z przypiętym do marynarki znaczkiem metra od razu spytał: "Chodzi o torbę?"

Wypuścił nas na papierosa i ewidentną frajdę sprawiała mu rozmowa z nami, choć niewiele mówiliśmy. 

"Bo już się bałem, że znowu ktoś kupił sobie nową kurtkę i nie chciało mu się wyrzucać starej, więc po prostu zostawił ją w metrze. Ludzie tak często robią. Zostawiają stare buty w nowych kartonach, kurtki właśnie, torebki. Nie zgłaszają się po nie potem, bo to tak, jakby wyrzucić je na śmietnik. I nie zdają sobie sprawy, co my musimy potem robić z takimi paczkami. Nie możemy ich otworzyć nawet. Muszę to zgłosić, zablokować pociąg, oczyścić stację z ludzi, potem przyjeżdża specjalna ekipa, gotowa żeby rozbroić ładunek. Masa ludzi jest w to zaangażowana... Ale taki człowiek woli zostawić buty w metrze niż wyrzucić do kosza. Eh.. Oczywiście nie o Was mówię. Tu chodziło o zwykłe zapomnienie. I dobrze, że pan zadzwonił. Musicie już jechać?"

15:29, segritta , scenki
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
Nóż w wozie

Nazywa się Lucjan i pracuje na budowie. Mieszka w Londynie od czterech lat i właściwie oprócz [haj], [bir] i [noł problem] nie umie nic powiedzieć po angielsku. Lucek przychodzi do nas czasem na piwo i film. Nie przeszkadza mu fakt, że nie mamy do takiego filmu napisów. Po prostu co jakiś czas pyta. A co to [kat]? A co tu pisze? Jeszcze po browarku? Luckowa ignorancja językowa nie przeszkadza jednak mu być przeuroczym chłopakiem, który całkiem nieźle sobie w Londynie radzi dzięki rozbudowanej polskiej społeczności, silnemu instynktowi przetrwania i złotemu sercu.

Ponad miesiąc temu Lucek wracał z budowy samochodem. Jechał do domu. Miał na sobie robocze ciuchy umazane farbą. Zatrzymała go policja i znalazła w samochodzie nóż do płyt gipsowych. Lucek został aresztowany, zatrzymany 12 godzin na komendzie a teraz zbliża mu się sprawa sądowa i grozi 12 miesięcy więzienia.

Wieczorami tłumaczymy mu listy od prawników.

 
1 , 2 , 3 , 4